
Zepsuty, pożyczony babci. Sprawdziliśmy, co dzieje się ze sprzętem z programu „Laptop dla ucznia”
Autor: Aleksandra Pucułek, Zdjęcie: Bartłomiej Magierowski /East News
15.01.2026
Patryk pożyczył laptopa teściowej, bo córka komputer już miała. Laptop Stasia szybko się zepsuł, a po naprawie leży praktycznie nieużywany. Zresztą po ograniczeniu prac domowych możliwości wykorzystania komputerów też się ograniczyły. Sprawdziliśmy, co dzieje się ze sprzętem hucznie rozdawanym w ramach programu „Laptop dla ucznia”. - Wyrzuciliśmy miliard w błoto i teraz będzie podobnie - przewiduje dyrektorka krakowskiej podstawówki.
- Córka korzystała z niego przez jakiś miesiąc. Miała tam zainstalowaną platformę edukacyjną, z której się uczyła, ale - nie oszukujmy się - głównie oglądała filmiki na youtubie. Chciała raz zrobić prezentację na informatykę, ale nie było tam pakietu office, więc szybko wróciła do naszego starego laptopa - i tak historia korzystania z rządowego laptopa przez córkę Patryka, dziś szóstoklasistki z Lublina, w zasadzie się kończy.
Laptop później jeszcze trafił do babci. - Teściowej akurat się zepsuł komputer, a że ten leżał nieużywany, to go jej pożyczyliśmy – opowiada Patryk. Kobieta korzystała ze sprzętu jakieś pół roku i kupiła sobie nowy. Laptopa więc wnuczce oddała. - Teraz chyba znowu gdzieś leży u nas, ale nawet nie wiem gdzie. I taki to właśnie był program – podsumowuje Patryk.
Laptop dla ucznia i co dalej?
Chodzi o „Laptop dla ucznia”, czyli program, który zaczął się w praktyce we wrześniu 2023 roku i zakładał, że każdy uczeń czwartej klasy szkoły podstawowej w Polsce otrzyma na własność bezpłatnego laptopa. Sprzęt oficjalnie miał być własnością rodziców, a jego przekazanie następowało na podstawie umowy zawartej przez gminę lub szkołę z rodzicem ucznia. Celem projektu, jak tłumaczyło ówczesne Ministerstwo Edukacji i Nauki pod kierownictwem Przemysława Czarnka, było podniesienie kwalifikacji cyfrowych młodych ludzi i wyrównywanie szans w dostępie do nowoczesnego cyfrowego sprzętu.
„Dzieci mogą korzystać z tego sprzętu w szkole i w domu, rozwijać swoje pasje, zainteresowania i w efekcie nabywać kompetencje cyfrowe w praktyce. Z laptopów, które otrzymają uczniowie, będzie można korzystać na wszystkich lekcjach, nie tylko informatyki” – przekonywało MEiN. W sumie laptopy trafiły do ok. 370 tys. czwartoklasistów. I na tym się skończyło.
Zaledwie dwa miesiące później zmieniła się władza i nowe MEN już pod kierownictwem Barbary Nowackiej na początku 2024 roku ogłosiło, że program zostaje zawieszony. - Zaczynając naszą pracę w rządzie, wierzyliśmy w to, że cały program był przygotowany profesjonalnie. To co zastaliśmy oraz to co ustaliliśmy, pokazało nam jednak, że tak nie było. Niestety wiele informacji było ukrywanych przed opinią publiczną przez naszych poprzedników. To nie był program cyfryzacji, a program wyborczy - ogłosił na jednej z konferencji prasowych wicepremier i minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski.
MEN jednocześnie podało szereg problemów formalnych i merytorycznych programu. Przede wszystkim chodziło o brak zgody Komisji Europejskiej na zakup komputerów z pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Poza tym brakowało przygotowania systemowego do wykorzystywania urządzeń, strategii cyfryzacji edukacji i wytycznych dla nauczycieli i szkół, jak wykorzystywać komputery przez dzieci i oczywiście infrastruktury, np. bezpiecznego systemu przechowywania laptopów.
- Nasi poprzednicy wymyślili sobie, że rozdadzą laptopy do użytku, nie patrząc na nic, na zasady, na skuteczność, i zrobili to dokładnie w kampanii wyborczej. To jest kolejny kampanijny wałek, czyli wzięli sprzęt, który miał trafić do szkół i być użyty w procesie dydaktycznym i nie przygotowali żadnych podstaw, kiedy miał być ten sprzęt realnie użyty w procesie dydaktycznym - komentowała w Gościu Radia ZET na początku 2025 roku Barbara Nowacka, szefowa MEN.
Po nauce zdalnej zakupy laptopów
Z tego, że jest to kolejny kampanijny chwyt, zdawali sobie też sprawę nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy od początku programu zwracali uwagę na jego wady. - Po pandemii i okresie nauki zdalnej jeżeli któreś dziecko nie miało jeszcze laptopa, to należało się przyjrzeć tym rodzinom. Bo np. w naszej szkole nie brakowało projektów pomocowych wyposażających dzieci w brakujący sprzęt, więc wszyscy uczniowie już mieli komputery – wspomina Jolana Gajęcka, dyrektorka SP nr 2 w Krakowie. Co się stało z laptopami rozdanymi w ramach rządowego programu? - Rozdaliśmy i tyle je widzieliśmy – mówi dyrektorka.
Właśnie ze względu na pandemię Patryk miał nawet odmówić i nie brać laptopa ze szkoły. - Jak zaczęła się nauka zdalna, to kupiliśmy córce laptopa do nauki, więc miała względnie nowego – wspomina. Ostatecznie stwierdził, że w razie awarii komputera córki lepiej mieć drugiego. Poza tym myślał, że na tym szkolnym będą specjalne programy edukacyjne, z których dzieci będą musiały korzystać. Dalszą historię laptopa Patryka już znamy.
Podobnie zresztą wygląda sytuacja u Ewy, mamy Stasia, który chodzi z córką Patryka do klasy. - Staś korzysta z tego laptopa, ale nie za wiele i na pewno nie w celach edukacyjnych. Może kilka razy przez prawie trzy lata robił na nim jakieś prace ze szkoły – opowiada Ewa. Zresztą laptop, jak wspomina, długo był popsuty. - Nie ładował się wcale, mąż oddawał go do naprawy do kolegi, ale też jakoś nam bardzo nie zależało na czasie - dodaje Ewa.
Michał Różański, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi, przypomina, że ewentualne naprawy sprzętu powinny odbywać się przez szkołę – to ona oddaje do serwisu sprzęt w ramach gwarancji. Wskazywały na to umowy, na podstawie których rodzice odbierali laptopy. - Ale jak ludzie nie wiedzą, gdzie mają laptopy, to tym bardziej nie pamiętają, gdzie mają dokumenty z nimi związane – stwierdza Gajęcka.
Ponad miliard na laptopy dla uczniów
Wbrew szumnym zapowiedziom resortu Czarnka o możliwości korzystania z komputerów na wszystkich lekcjach ani razu dzieci nie przyniosły ich do podstawówki w Krakowie czy w Łodzi. - Rodzice obawiali się, że laptopy pomieszają się, że dzieci je zgubią, uszkodzą, więc były narzędziem pracy w domu – mówi Różański. Były, bo jak zauważa, odkąd wprowadzono wiosną 2024 roku ograniczenie w zadawaniu prac domowych, to i pomysły na wykorzystanie laptopów w domu się zawęziły. - Najczęściej dzieci, jak słyszę, kończą na nich prezentację na informatykę i na tym koniec – stwierdza Różański.
Na zakup laptopów wydano 1,15 mld zł. - Pieniądze wyrzucone w błoto, ale przecież żyjemy w bogatym kraju – nie kryje ironii Gajęcka. - I podobnie będzie z nowym programem – przewiduje. Po zawieszeniu programu „Laptop dla ucznia” MEN ogłosiło bowiem projekt „Cyfrowy uczeń”. - To jest program, który żadnego dziecka, które liczyło na sprzęt od państwa, nie pozostawi z tyłu. Będziemy pracowali nad wyrównaniem tego, żeby dzieci nie tylko z tego rocznika, który rozpocznie naukę w 2024 ale i z kolejnych mogły z programu korzystać – tłumaczyła Barbara Nowacka w 2024 roku.
Rządowy program „Cyfrowy uczeń” ruszył w 2025 roku i ma potrwać do 2029 roku. Jego celem ma być rozwój „nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji w szkole; metod kształcenia, dydaktyki cyfrowej, cyfrowych zasobów dydaktycznych; kształcenia i doskonalenie nauczycieli; oraz wyposażenia uczniów, nauczycieli i szkół”. Różnica jest taka, że szkoła, która chce dostać sprzęt albo skorzystać ze szkolenia, musi się sama zgłosić do programu.
- Braliśmy udział w kilku projektach unijnych, dzięki którym doposażyliśmy pracownie. Teraz więc, jak złożyliśmy wnioski, to dostaliśmy w sumie siedem laptopów – wylicza Różański. Domyśla się, że potrzeby szkoły wyliczane były na podstawie z góry ustalonego algorytmu, bo szkoła konkretnie nie wypisywała swoich potrzeb w ankiecie. Niedawno do szkoły przyszła też informacja o możliwości wzięcia udziału w szkoleniu dla nauczycieli. - Gdybym miał wybierać, to drugi, nowy wariant programu jest lepszy, bo możemy się doszkalać, przekazywać wiedzę dzieciom i mieć kontrolę nad tym sprzętem – stwierdza dyrektor łódzkiej podstawówki.
Szkoła zasypana sprzętem
Ale i wad nowego programu, jak zauważają niektórzy dyrektorzy, nie brakuje. - Chce pani zobaczyć ścianę płaczu? W grudniu przed świętami dostaliśmy 87 laptopów, 25 chromebooków i 52 tablety. Wszystko to jest poustawiane w pudełkach w sekretariacie od góry do dołu – mówi Gajęcka i dodaje: - Wypełnialiśmy ankietę i chyba algorytm stwierdził, że mamy za mało sprzętu.
A sprzętu akurat w szkole nie brakuje. Od kilku lat są tablety, w każdej sali komputer, a pracownie komputerowe są w pełni wyposażone. Nowy sprzęt za 350 tys. zł więc leży i na razie będzie leżał. - Żeby zacząć z niego korzystać, trzeba mieć przede wszystkim miejsce, żeby te tablety, laptopy podłączyć, naładować, żeby miały one dostęp do sieci – wylicza. A że w szkole nie ma obecnie takiego pomieszczenia, żeby móc je jednocześnie ładować. dyrektorka musiała kupić specjalny wózek, który pozwala zarówno ładować, jak i przechowywać i przenosić sprzęt komputerowy między salami. - Taki wózek to koszt 30 tysięcy złotych. Skąd wziąć tyle pieniędzy w szkole? - pyta retorycznie dyrektorka.
Problemem może też okazać się dostęp do internetu. Otwartego WiFi w szkole ze względów bezpieczeństwa nie ma. W salach komputerowych są rutery, a komputery stacjonarne łączą się przez kabel z internetem. - W związku z tym do kolejnych sal trzeba byłoby zakupić i doprowadzić router, znów na to potrzeba pieniędzy – wylicza Gajęcka.
Więcej ludzi, mniej sprzętu
Jeśli chodzi o szkolenia, to na razie kadra z jej szkoły była na szkoleniu z narzędzi googlowskich. - Jeśli ktoś ich nie znał, to super, na pewno mógł się czegoś dowiedzieć. Ale my akurat na takich narzędziach pracujemy od lat – opowiada Gajęcka. Jak wspomina, wielu dyrektorów zwracało uwagę na to, że zamiast kolejnego sprzętu przydaliby się dodatkowi pracownicy techniczni do jego obsługi. - Nie chodzi o informatyków wysokiej klasy, tylko o osoby, którzy aktualizowaliby systemy, czyścili komputery raz na jakiś czas, sprawdzali zabezpieczenia – wylicza Gajęcka. Ta kwestia również jednak rozbija się o pieniądze, a raczej o ich brak.
Według dyrektorki lepiej byłoby np. zapewnić co pięć wymianę sprzętu w szkołach, bo dziś wszystkie te urządzenia, które jej szkoła dostała, za pięć lat mogą nie nadawać się już do użytku, bo np. zmieni się system operacyjny. Jej zdaniem w ramach rządowych projektów można by też wspomóc szkoły w wykupywaniu licencji na dane oprogramowanie tak, by państwo gwarantowało np. otwarte licencje dla placówek edukacyjnych. - Niestety, takich pomysłów nie ma. Powiela się pomysły poprzedników, ewentualnie próbuje się coś zmodyfikować, ale nie ma tu żadnej nowej jakości i „Cyfrowy uczeń” jest świetnym tego przykładem. To jest niemal powtórzenie projektu, który był dla czwartoklasistów. Zmiana jest taka, że nie rozdano sprzętu dzieciom tylko szkołom. Tylko pytanie po co – podsumowuje Gajęcka.
Źródło: Radio ZET






Dziecko chce i potrafi się samodzielnie uczyć, jeżeli tylko stworzy się mu warunki sprzyjające rozwojowi

81-392 Gdynia
Słowackiego 53